piątek, 9 listopada 2012

Prologue

- Już spokojnie. Wszystko będzie dobrze. - szeptała po cichu ciemnooka, średniego wzrostu, brunetka trzymająca w swoich objęciach dość niską jak na swój wiek dziewczynę. Swoją idealną kopię z jednym małym wyjątkiem - miała chłodne, szafirowe oczy. Odziedziczyła je po ojcu - biznesmenie którego charakter można określić jednym słowem - zabójczy i niestety nie w dobrym tego słowa znaczeniu.
- Jak wszystko może być dobrze?! - zapytała ze łzami w oczach dziewczyna. - Jadę do zupełnie obcego mi kraju, zostawiam Ciebie, dziadków i przyjaciół z powodu jednego, starego dziada, który swoje zainteresowanie mną wyrażał poprzez comiesięczne wpłaty na twoje konto! - niebieskooka powoli zaczynała tracić nad sobą kontrolę. 
- Alice! Nie warto wypłakiwać sobie na niego oczu. Złość w niczym tu nie pomoże. Zawsze zostaje nam skype czy chociażby zwykły telefon. Mam prawo do widywania się z tobą więc będę starała się latać do Londynu tak często jak będzie to możliwe. Może uda mi się znaleźć jakieś mieszkanie...
- Nie! 
Twarz kobiety w tym momencie pokazywało jej wielkie zdziwienie tym, co powiedziała jej córka.
- To znaczy.. naprawdę bardzo bym chciała, abyś była bliżej mnie, ale co się stanie z dziadkami? Zostawisz ich tutaj samych czy zaciągniesz do Londynu? Nie warto przewracać dla mnie życia. Poza tym mam plan. Tak szybko jak mnie tatuś zapragnął, odeśle mnie z powrotem z szerokim uśmiechem na ustach. 
W szafirowych oczach dziewczyny rozbłysły iskry chłodu. W tej jednej chwili, jej spojrzenie do bólu przypominało spojrzenie ojca. 
- Proszę Cię nie rób nic czego potem mogłabyś żałować. - odparła z czułością w głosie jej matka. 
Gdy w holu rozległ się głos speakera matka i córka uścisnęły się po raz ostatni. Dziewczyna skierowała się w stronę odprawy. Wiedziała, że jej życie właśnie w tej chwili zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni, lecz nie bała się tego. Miała plan. Plan, który na celu miał zniszczenie ojca. 
~*~
 Ból spowodowany rozstaniem ze wszystkim co jej znajome wyłączyła w chwili postawienia stóp na pokładzie samolotu. Zajęła swoje miejsce przy oknie, do uszu włożyła słuchawki i odpłynęła w świat muzyki, by po chwili spokojnie zasnąć. Obudziły ją dopiero silne turbulencje i głos stewardessy.
- Proszę o zachowanie spokoju! Za chwilę wszystko powinno się unormować! 
Alice wyjrzała za okno. Spoglądała w nieprzenikniony mrok, który wraz z kroplami deszczu na szybie odbierał jakiekolwiek chęci do życia. Nagle nastąpiło silne uderzenie, po którym jej głowa z impetem odleciała do tyłu. Jedyne, co zapamiętała z tej chwili to krzyczący ludzie na pokładzie. Potem nastała pustka, a ona myślała tylko o jednym: "Zniszczę go". 

----

A zatem jest, kolejne, trzecie już opowiadanie, które, tak dla odmiany zamierzam skończyć. Myślę, że teraz będzie to łatwiejsze, bo mam już całą fabułę. Prolog napisany przez Michała i poprawiony przeze mnie, jeszcze raz Ci dziękuję :)
Za chwilkę biorę się za pierwszy rozdział, mam nadzieję, że skończę go w weekend. Jeśli tak się stanie, to powiedzmy.. 10 komentarzy i dodam :)
Enjoy! :)